poniedziałek, 30 listopada 2015

#16 Kuchenne eksperymenty (Dziecko na warsztat III)

Tytuł jest nieco mylący, bo nie będą to eksperymenty kulinarne, ale takie inspirowane tym, co jest w kuchni dostępne. Tak sobie założyłam, że eksperymenty mają być prost, łatwe, szybkie, żeby Maluchy się nie znudziły. I takie właśnie były nasze doświadczenia...


1. Misio żelki i ich rożne historie
Przyznaje, ze żelki nie są produktem, który jest u nas w kuchni na wyciągnięcie ręki, ale widziałam taki eksperyment gdzieś w sieci i bardzo mi się spodobał. Nieco go rozwinęliśmy, bo użyliśmy wszelkich możliwych płynów, które udało nam się w kuchni znaleźć (poza płynem do naczyń) oraz colę (na którą musieliśmy nieco  poczekać,  ale byłam bardzo ciekawa, co tego wyjdzie).
Do naszego eksperymentu użyliśmy plastikowych kubeczków, do których wlaliśmy: wodę, mleko, wodę z sola, wodę z cukrem, wodę z soda, ocet, ocet winny, olej, wodę z zielonym barwnikiem oraz colę.
Do każdego po kolei Adaś wrzucił żelka w kształcie misia. Czasami nawet dwa lub trzy, bo okazało się to fajną zabawą. W jednym pustym kubeczku został miś do porównania, taki miś kontrolny.


Jula z zaciekawieniem nam się przyglądała i niecierpliwie wyciągała rączki. W końcu ona też lubi odkrywać i eksperymentować, a z płynami to już szczególnie. Pozwoliłam więc i jej pobawić się trochę z mlekiem i wodą, na jej stoliku przy krzesełku do karmienia. Była po tym cała mokra, ale bardzo zadowolona.


Żelki moczyły się całą noc, a zaraz po śniadaniu przystąpiliśmy do sprawdzenia rezultatów. Na pierwszy ogień poszedł miś kontrolny, którego Adaś po prostu zjadł... 



Niestety nie mieliśmy już żelków, za to kilka innych planów, więc po kolejnych godzinach namaczania, gdy już dokupiliśmy potrzebne żelki, sprawdziliśmy rezultaty naszego pierwszego eksperymentu.
Co z tego wyszło:
- Miś w wodzie z soda wyglądał bardzo ciekawie, obrósł bąbelkami i zaczął pływać. Zmienił się w glutowatą galaretę. I oczywiście urósł.



- Zarówno ocet, jak i ocet winny rozpuściły żelki. Sam ocet rozpuścił misia prawie całkowicie.



- Olej nie zrobił nic.


- Miś w wodzie z sola zmniejszył się, jakby nieco usechł.




- Woda bez dodatków sprawiła, że miś powiększył swoje rozmiary.



- Woda w cukrem także powiększyła misia.


- Woda z barwnikiem zielonym powiększyła misia i zabarwiła go na zielono.
- Cola sprawiła, że miś urósł - i to najbardziej ze wszystkich, mimo, że w coli moczył się najkrócej. Zmienił też kolor na czarny!

- Miś w mleku także się powiększył i stał się bardziej kruchy.
Niestety nie wszystkie misie udało nam się sfotografować, gdyż po namoczeniu stały się bardziej galaretowate i przy wyjmowaniu były podatniejsze na rozpadanie. To nic, oglądanie i dotykanie, wygląd żelków, który się zmienił pod wpływem różnych płynów wywołał wiele okrzyków zachwytu i podekscytowania oraz ten niesamowity błysk w oku - nie tylko u Adasia.

2. Lód w kolorze
Drugi eksperyment miał podobny przebieg, jak pierwszy, tylko emocji i frajdy było więcej. Polegał on na wrzuceniu kostek kolorowego lodu do różnych płynów i obserwowaniu, co się z nim dzieje.
Jula była lodem... zaskoczona. Rozkruszała go w rączkach i obserwowała jak się w nich topi.


Adaś szalał, bo uwielbia eksperymenty z rozpuszczaniem i robi je baaaardzo często. Jest jednym z tych dzieci, które jedzą mało słodyczy - on je zazwyczaj wrzuca do pojemniczka z wodą.
Do drugiego eksperymentu wzięliśmy:
zimną wodę, ciepłą  wodę, wodę z cukrem, wodę z solą, wodę z sodą, olej, ocet oraz mleko.




A oto nasze rezultaty:
- Lód w oleju rozpuszczał się bardzo wolno, a rozpuszczona woda utworzyła warstwę poniżej lodu - barwnik musiał ją mocno zagęścić.



- W zimnej wodzie lód rozpuszczał się wolniej niż w ciepłej i szybko zmieszał się z wodą.



- Ciepła woda sprawiła, że rozpuszczający się lód płyną kolorową stróżką zanim rozpłyną się i zmieszał z wodą.
- Rozpuszczony lód w mleku, a raczej na mleku, utworzył niebieską warstwę.



- Na wodzie z sodą również powstała oddzielna warstwa, a sam lód rozpuścił się w niej szybko.


- Kolejny podobny wynik - kolorowa warstwa nad wodą z cukrem. Tutaj lud topił się wolniej niż...


 - ... w wodzie z solą.



3. Piankowe chmurki
Kolejny eksperyment, który zrobiliśmy był przede wszystkim fajną zabawą. Z pianki do golenia na słoiczku z wodą zrobiliśmy chmurę i Adaś wlewał przez nią barwniki.




Zielony barwnik był tak gęsty, że zamiast kropli spływał w dół złowrogo jak ciemny szlam.


 Julcia w tym czasie bawiła się pianką do golenia (jest bardzo fajna w dotyku).


4. Nasz hit, czyli wulkan
Początkowo planowałam zrobić go w butelce po wodzie mineralnej, jednak po drodze były urodziny Adaśka i on bardzo, bardzo, bardzo chciał właśnie wulkan. No to był wulkan w prezencie, no i później były wybuchy, dużo wybuchów. 


Jest to jedno z najprostszych doświadczeń - połączenie octu i sody, ale efekt daje dużo frajdy. Dodaliśmy też czerwony barwnik, a raz nawet brokat. Wulkan się nie nudzi, wracamy do niego co jakiś czas.



Jakiś czas temu byliśmy na festiwalu nauki organizowanym przez jedną z londyńskich uczelni wyższych. Adaś miał okazję sprawdzić kim zostanie w przyszłości. Po wciśnięciu różnych przycisków, przekręceniu kilku śrubek i pokręteł, odpowiedzeniu na kilka pytań maszyna wydrukowała rezultat - masz predyspozycje do zostania biochemikiem. Widząc jego zainteresowania eksperymentami ( a sam z siebie robi ich w domu mnóstwo), patrząc na ekscytację i zaangażowanie w nasze wspólne doświadczenia, widzę, że może coś w tym być.


 Wpis powstał w ramach projektu Dziecko na warsztat III. Polecam wpisy na innych blogach:
Dziecko na warsztat